Są pewne potrawy, które wiele osób znienawidziło w czasach dzieciństwa i unika ich nadal. Szpinak w postaci zielonej papy, smażona wątróbka czy brukselka z wody. Pewnie każdy z nas je zna, prawda? A może zamiast ich unikać zróbmy je na nowo? Inaczej, smaczniej, ciekawiej. Ja do szpinaku przekonałam się już dawno. Lubię go w sałatkach, daniach z makaronem czy chociażby w omlecie, na który przepis ostatnio podawałam. Znacznie gorzej szło mi z brukselką. Nie przepadam za jej zapachem podczas gotowania, ani za smakiem. Podejmując jednak wyzwanie rzucone przez innego blogera kulinarnego postanowiłam brukselkę nieco oswoić. Bo przecież zrobienie potrawy ze składników które lubimy, nie jest rzeczą trudną. Inaczej jest z tymi, za którymi nie przepadami. To zadanie o wiele ciekawsze i satysfakcja większa, gdy nam się uda. Czy tym razem się udało? Chyba tak, bo brukselka w takiej trochę zimowej wersji z dodatkiem suszonej śliwki została zjedzona przez rodzine zanim skończyłam robić zdjęcia.
